galeria  |  linki  |  kontakt  | 



Informacje o teatrze









Spektakle









Grzegorz Kwieciński





English version




(39kB)

TEATR OGNIA I PAPIERU - THEATRE OF FIRE AND PAPER

(138kB)

HISTORIA

35 LAT TEATRU OGNIA I PAPIERU
W sierpniu 2013 roku Teatr Ognia i Papieru obchodził Jubileusz 35-lecia działalności. Na przestrzeni tych lat Teatr był obecny na najważniejszych festiwalach teatralnych na całym świecie i w Polsce. Jego autor i założyciel, Grzegorz Kwieciński był nagradzany za twórczość w tym Teatrze wieloma nagrodami i odznaczeniami. Otrzymał między innymi Nagrodę Młodych im. Stanisława Wyspiańskiego 1986 oraz Srebrny Medal Zasłużony Kulturze - Gloria Artis w 2008 r. Teatr znalazł swoje miejsce w słownikach wiedzy o teatrze i w encyklopediach, pisali o nim wielokrotnie tak wybitni krytycy jak Henryk Jurkowski, Agnieszka Koecher-Hensel, Honorata Sych, Piotr Mitzner, Ireneusz Jerzy Kamiński, Marek Waszkiel, Małgorzata Komorowska, Eleonora Udalska... Powstało też wiele prac magisterskich na temat Teatru.

Pierwszy spektakl Teatru miał miejsce 1 sierpnia 1978 roku w Gardzienicach podczas Kwalifikacyjnego Kursu Instruktorów Teatru Lalek prowadzonego przez Alinę Stanowską, Lidię Rybotycką oraz Małgorzatę Komorowską.

Teatr Ognia i Papieru to niezwykły teatr plastyczny, bo siłą sprawczą jest w nim żywioł ognia. Ogień jest animatorem form plastycznych wykonanych z papieru lub tektury, stanowi także podstawowy wyraz artystyczny jako środek ekspresji i światła. Spektakle mają formę jednorazowych happeningów, ale odbywają się według ustalonego scenariusza, których autorem jest Kwieciński. Pierwszym spektaklem był "Cyrk" , potem powstały m.in. "Spirala", "Wieża" , "Drżenie", "Odlot". Razem ze swoim twórcą teatr wędruje po Polsce i świecie, obecnie ma swoją siedzibę w Łodzi. Teatr Ognia i Papieru zaliczany jest do teatrów lalkowych wyrażających się tylko środkami plastycznymi. Ostania premiera Teatru (marzec 2012) to spektakl "Kamienie" z powodzeniem prezentowany między innymi na festiwalach teatralnych na Ukrainie.

***

MAGIA LALKI
TEKST: HONORATA SYCH
RESUME TWÓRCZOŚCI GRZEGORZA KWIECIŃSKIEGO - TEKST KATALOGOWY DO WYSTAWY RETROSPEKTYWNEJ W MUZEUM ARCHEOLOGICZNYM I ETNOGRAFICZNYM W ŁODZI (17 STRON PDF)*


***

Ireneusz J . Kamiński, "Projekt", 1/1984
(...) Nie ma stałej siedziby, przenosi się z miejsca na miejsce wraz ze swoim twórcą i właścicielem. Jego scena mieściła się kiedyś w teczce, dziś wypełnia walizeczkę na kółkach; przestrzenny sześcian z drutu, o blisko półmetrowych krawędziach, łatwo złożyć i wsunąć do takiego futerału, razem z trema lustrami, które podczas spektakli, odbywających się w zacienionych salach, tworzą podłogę, tylną ściankę i strop owej klatki i odbijają światło świec czy płonącego w niej ognia tak intensywnie, że ma się wrażenie obcowania z jakimś rytualnym miejscem gorejącym. W "klatce" wystawiane są takie utwory jak Ręce lub Ptak, natomiast Cyrk i Faust rozwijają się pod gołym niebem, w plenerze.
...Materia tego teatru jest dosłownie uboga. Zwykły papier, klej, sznurek, nici, nożyczki, świece, ogień. Z papieru wycinane są ludzkie sylwetki, uskrzydlone drabinki, koła, pojedyncze dłonie, skrzydła. Nie ma bowiem w tym teatrze wyraźnego przedziału miedzy światem ludzkim a przedmiotowym, między antropomorficzną figurką a rekwizytem czy scenografią. Wszystkie te elementy występują w roli znaków czy symboli - na ogół czytelnych, bo wyprowadzonych z katalogu naszego zbiorowego gatunkowego i kulturowego doświadczenia. Wszystkie też dzielą ten sam los: spalają się w ogniu - jak równe wśród równych ofiary bezwzględnej przemocy...
Wątki twórczości poetyckiej demiurga tego teatru, malarskiej i graficznej niekiedy stanowią podstawę scenariuszy jego spektakli lub towarzyszą im w formie wyodrębnionych ekspozycji.
Teatr jest dziełem jednego człowieka występującego w kilku rolach szefa instytucji, tragarza sceny w walizce, wykonawcy wszystkich materialnych elementów teatru, autora scenariuszy, animatora, który bezpośrednio wprowadzony w strukturę przedstawienia, wyróżniony maską inicjuje kluczowe momenty tych małych dramatów o nieoczekiwanie dużej sile wyrazu...
Teatr Ognia i Papieru posługuje się nieskomplikowana techniką animacji. Cały ruch sceniczny zależy właściwie od decyzji autora-aktora, który manipulując sznurkami czy nitkami, wydaje polecenia przyczepionym do tych przewodów figurkom z papieru. Jego siła zostaje jednak ograniczona, a w pewnym momencie kompletnie obezwładniona, kiedy na scenę wkracza ogień, który przesuwa, unosi do góry, skręca, łamie, zwęgla i rozrzuca "aktorów" w sposób umykający kontroli. Człowiek wzniecił ten płomień, ale nie panuje już nad nim, staje się tylko świadkiem wielkiej, niszczycielskiej kreacji ognia. Tak właśnie: niszczycielskiej kreacji, albowiem proces dekonstrukcji okazuje się być dla publiczności widowiskiem podniecającym, którego sens emocjonalny nie wyczerpuje się na walorach estetycznych płomieni, lecz obejmuje i mroczną sferę ludzkiej psychiki, gdzie czekając na uśpienie rozumu, sposobią się do walki demony samounicestwienia.
"Nieobliczalność" i niszczycielska skuteczność ognia powodują przy tym, że każda realizacja tego samego scenariusza różni się od poprzedniej: strukturą dynamicznej przestrzeni, siłą wyrazu oraz "obsadą", jako że kolejne przedstawienia wymagają powoływania do życia ciągle nowych "aktorów". Jest w tym teatrze coś z ducha sztuki efemerycznej.
Mimo wszelkich różnic fabularnych, scenariusze Kwiecińskiego traktują o jednej sprawie: o ludzkim, odwiecznym dążeniu do egzystencji piękniejszej i szlachetniejszej niż pospolita, o dążeniu, które z reguły kończy się klęską... Dłonie wyłaniające się ze sterty papierowych śmieci unoszą się i opadają, lecz nigdy nie połączą się z rękoma czekającymi na nie w górze. Ten cały świat nadziei i dobrych intencji zniszczy ogień, podłożony przez Aktora - Demiurga, wytną nożyce, które amputują palce papierowych dłoni do jednego poziomu, by idei równości stało się zadość. Na koniec aktor umyje własne ręce w emaliowanej misce i dokładnie wytrze je ręcznikiem, jakby chciał zatrzeć pamięć po tej operacji i po kruchych sylwetkach płonących na krzyżach...
Papierowy człowieczek, dziecko papierowej pary biorącej ślub na początku Ptaka, nigdy nie pokona szczebli papierowej drabiny, po której wspina się ku górze, gdzie w pewnym momencie pojawiają się ptasie skrzydła. Drabinę ogarną płomienie a człowiek, szczebel po szczeblu - spadnie w dół.
Cień nadziei na życie odrodzone rysuje się tylko w finale Cyrku, kiedy to człowiek podnosi z popiołów papierową figurką dziecka i odnosi ją w bezpieczne miejsce.
Oglądając teatr Kwiecińskiego, trudno jednak pozbyć się myśli, że głównym jego bohaterem jest ogień: niszczący, okrutny ale wspaniały zarazem, urzekający wizualną urodą i siłą. I chyba tkwiący w nas samych... (...)

***

Anna Stafiej, Słownik Wiedzy o Teatrze, Wydawnictwo PARKEDUKACJA 2005, s. 369
(...) Również w Lublinie powstał Teatr Ognia i Papieru założony w 1978 roku przez Grzegorza Kwiecińskiego , reżysera teatru lalkowego. To niezwykły teatr plastyczny, bo siłą sprawczą jest w nim żywioł ognia. Ogień jest animatorem form plastycznych wykonanych z papieru lub tektury, stanowi także podstawowy wyraz artystyczny jako środek ekspresji i światła. Spektakle mają formę jednorazowych happeningów , ale odbywają się według ustalonego scenariusza, których autorem jest Kwieciński. (...)

***

Łukasz Kaczyński, Anioły, benzyna i napalm, Polska Dziennik Łódzki nr 109 / 11-05-2012
Mieści się na stoliku, aktorzy to kołki z drewna, ogień i kamienie. Już 30 lat działa Teatr Ognia i Papieru Grzegorza Kwiecińskiego - pisze Łukasz Kaczyński w Polsce Dzienniku Łódzkim.

Do teatru jako dziedziny sztuki trafiłem poprzez Liceum Plastyczne w Nałęczowie, gdzie z kolegami zaczęliśmy bawić się w teatr. Oglądałem wtedy słynne spektakle Szajny, miałem kontakt z Jerzym Grotowskim, poznałem Hasiora. Wciągnęło mnie to i zafascynowało - wspomina Grzegorz Kwieciński, reżyser, animator kultury, artysta plastyk, twórca Teatru Ognia i Papieru. - Później trafiłem na wychowanie plastyczne do Lublina. W tym czasie teatr polski rozwijał się znakomicie, był intelektualną i społeczną alternatywą dla młodych ludzi wobec tego, co serwowała oficjalna kultura. Dla wielu był po prostu życiem.

Na studiach plastycznych Kwieciński trafił na kwalifikacyjny kurs instruktora teatru lalkowego w Gardzienicach. Tym zajmowała się Alina Stanowska, harcerka, animatorka teatralnego ruchu amatorskiego, postać znana w Lublinie.

Herodem był kord artyleryjski
- Zaprosiła mnie nie jako uczestnika kursu, ale kogoś, kto przeprowadzi własny projekt - wspomina Kwieciński. - Miałem scenariusz i listę potrzebnego sprzętu: skomplikowanego oświetlenia, spawarek, drutów spawalniczych et cetera. I to wszystko miało tam być, ale jak to często w życiu, nie było niczego. Pałac w Gardzienicach był wtedy w remoncie i jak to na socjalistycznej budowie, było tam mnóstwo worków po cemencie, desek, listewek. Pomyślałem, że skoro nie mogę zbudować zaplanowanych figur gipsowych, to użyję tego, co jest. Później był problem czym to oświetlić. Oświetlimy to ogniem, pomyślałem.
Ognisko okazało się ładnym środkiem wyrazu i zapadła decyzja, by zapłonęło wszystko. Tak powstał pierwszy spektakl "Cyrk", gdzie pojawiła się postać towarzysząca wszystkim scenom - ni to anioła, ni to pierrota, z rozłożonymi rękami, skrzydłami. Nie była to postać do końca anielska, ale opiekowała się wszystkimi zdarzeniami na terenie gry. Te skrzydła zaczęły pojawiać się w kolejnych spektaklach, także stolikowych, także w grafikach. Bywało bowiem tak, że najpierw powstawał cykl grafik, a potem spektakl. Skrzydła przypinane krzesłom, ludziom, drzewom, dziwnym stworom przerodziły się w anioły, około 10 lat temu.

Związek Polskich Artystów Plastyków okręgu łódzkiego kilka lat temu zorganizował wystawę Quadro-Art, na której artyści musieli zmieścić swoje prace na płaszczyźnie metr na metr. Kwieciński wykorzystał deski z europalet (mają co najmniej centymetr grubości i można w nich nawet rzeźbić), zbił kwadrat o boku metra i wypalił na nim... anioła. Z czasem stworzył też przeciwieństwo tej postaci - białego anioła i zaraz zrodził się pomysł na tryptyk. W ?środek wstawił Kwieciński postać, która również często pojawia się w jego teatrze - był to człowiek-krzyż. Olśniło go, że może to być wspaniały punkt wyjścia do "Pastorałki" Leona Schillera. Trzy płaszczyzny i położony pod pewnym kątem do widowni stół z planszą metr na metr, na której dzieje się akcja.

- Kamienie były wołkami, Herodem był autentyczny kord artyleryjski. Pasterzami były kołki brzozowe, a była i śmierć- opowiada. - Spektakl powstał w Teatrze Lalek w Rabce. Wszystkie role grało dwóch aktorów. Zabieg był ciekawy i wzbogacił siłę wyrazu. Okazało się, że można obyć się bez angażowania tłumu aktorów, posługując się symbolem, skrótem i przedmiotem.

Cykl "aniołów Kwiecińskiego", który niedawno oglądaliśmy w Muzeum Papiernictwa w Łodzi, powstawał w technice mieszanej, także w kolażu zużyciem rzeczy znalezionych, ready-made'ów. Doskonale sprawdzały się bilety wstępu na spektakl Andrzeja Seweryna (na jego słynne Szekspirowskie monologi), zapisy nutowe, bilety tramwajowe, srebrna folia po czekoladzie...

Fosforyzujące próchno i cynowy kubek
- To wynika z zainteresowania symboliką przedmiotu, ale przedmiotu wziętego z natury lub przedmiotu, który już co? "przeżył" - wyjaśnia Kwieciński.

- Materiałem nie może być plastyk. Tego typu rzeczy mnie nie interesują. To musi być kamień, kawałek drewna, próchno, które w nocy fosforyzuje. Często z moimi bliskimi wyjeżdżamy nad Zalew Sulejowski. Chodzę tam po lesie. Za czasów mojej wczesnej młodości w sosnach spotykało się kubki do ściągania żywicy. Drewno było nacinane w skosy, a na dole umieszczany był cynowy kubek. Teraz na te kubki można natknąć się, zagrzebane w liściach, mchu. Zebrałem kilka. Są to świetne rekwizyty dla teatru. Z takiego kubka i gwoździa zrobiłem pracę "Graal", co już buduje pewną metaforę.

Z fascynacji naturalnym materiałem zrodził się też jego ostatni spektakl stolikowy "Kamienie". Na podłożu z europalet polne otoczaki są częścią kompozycji przestrzennej. Na kamieniach pojawiają się ludzkie postaci w różnych sytuacjach. Wszystko po to, by na styku kamieni z papierem, kamieni z ogniem znaleźć metaforę naszej współczesności.

Prace plastyczne Kwiecińskiego można oglądać na wystawach podczas Nocy Muzeów w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi, w Białostockim Teatrze Lalek, Radomsku. "Bawi się" również w inne, jak zwykł mówić, "ciosane" rzeczy, jak choćby pozornie naiwne i proste plakaty teatralne.

- Cieszę się, że wróciłem do działalności plastycznej, do moich aniołów, monotypii, grafik, do tego nad czym mogę panować prawie w stu procentach. W plenerze twórca nie panuje. Przed płaszczyzną papieru i płótna jestem sam i mogę wydobywać efekty, o jakie mi chodzi. W teatrze zawsze jest to jaki? kompromis - przyznaje artysta.

Jest taki żel, który płonie, ale nie spala
Z Lublina twórca trafił do Białegostoku na studia reżyserskie na dzisiejszej Akademii Teatralnej. Po trzech latach na Wydziale Sztuki Lalkarskiej otrzymał propozycję prowadzenia teatru lalkowego przy Teatrze im. Alojzego Smolki w Opolu. Po siedmiu latach dyrektorował łódzkiemu Teatrowi Lalki i Aktora "Pinokio" i został zaangażowany do Miejskiego Ośrodka Kultury w Pabianicach. Od dziesięciu lat prowadzi indywidualną działalność twórczą.

- Jestem wolnym artystą - mówi. - I udaje mi się funkcjonować, opłacając składki ZUS, co w naszej rzeczywistości nie jest łatwe. Od 1990 roku związany jestem z Łodzią i czuje się łodzianinem i to miasto zaczyna mi w jakiś sposób smakować. Zwłaszcza Łódź, poza ulicą Piotrkowską.

Reżyseruje w całej Polsce: Krakowie, Wałbrzychu, Wrocławiu, Białymstoku. Wiosną zrealizowany w Teatrze Lalki w Rabce "Tymoteusz Rym-cim-ci" obchodził okrągły jubileusz - grany jest od 10 lat. Tyle samo na scenie w krakowskim Teatrze Groteska spędził "Tygrysek Pietrek". Często przygotowuje spektakle dyplomowe ze studentami z białostockiego lalkarstwa. Ostatnio był to "Makbet" Szekspira.
- Scenografia była dziełem Marysi Balcerek, a cały spektakl był zrobiony w metalu - opowiada. - Metalowe maski, metalowa podłoga, metalowa konstrukcja. Nie brakło i przedmiotu. Koroną królewską był kawałek żeliwnej rury kanalizacyjnej, znalezionej na złomie. Była utrącona, miała "zęby", przez to formę korony. Ale ?świetnie grała. Za swoją pracę był wielokrotnie nagradzany. Otrzymał Srebrny Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis, nagrodę Prezesa Rady Ministrów za "Szewczyka Dratewkę" w Teatrze Lalek w Opolu, nagrodę specjalną za "Odlot 2" na Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Lalkowych "Banja-Luka" w Bośni i Hercegowinie. Gdy pojawił się w Łodzi, jedną z pierwszych osób, które wyciągnęły do niego rękę, był Marian Glinkowski, reżyser i opiekun młodego teatru alternatywnego.

- Z nim, ze Zdzisławem Hejdukiem i wieloma innymi zrobiliśmy kilka sympatycznych rzeczy - wspomina. - Należą do nich między innymi trzy edycje festiwalu "Ziemia obiecana", który poprzedzał Festiwal Dialogu Czterech Kultur. W radzie programowej oprócz nas zasiadał Waldemar Zawodziński.

Były jeszcze Łódzkie Spotkania Teatralne.
- To kultowy festiwal, który teraz zaczyna ewoluować w bliżej nieokreślonym kierunku. Mamy dwie podobne imprezy, z których jedna jest za młoda i za słaba, by określać drogę współczesnej młodej awangardy, a druga obraca się w stereotypach przeszłości teatru - zamyśla się Kwieciński. - Festiwale za czasów Mariana Glinkowskiego były ożywcze, bardzo ciekawe i oczywiście jak to bywa w Łodzi, niedofinansowane, robione za śmiesznie małe pieniądze.

Grzegorz Kwieciński prezentował swoje spektakle teatru ognia w najróżniejszych miejscach. W zdewastowanych koszarach wojsk radzieckich w Legnicy, w Grudziądzu nad Wisłą na tle murów starego miasta z czerwonej cegły, w fosie zamku w Malborku, na stacji kolejki wąskotorowej w Rogowie.

- Ważny jest też kontekst w jakim się gra - mówi. - Są też twórcze niespodzianki związane z przyrodą, cyrkulacją powietrza, prawami fizyki. W Zamościu, w arkadach przy rynku i na jednej z ulic powietrze tak cyrkulowało, że elementy płonącej dekoracji zaczęły fruwać w powietrzu. Nie stwarzało to zagrożenia pożarowego, zresztą zawsze mamy asekurację straży pożarnej. Z takich ekstremalnych rzeczy pamiętam Toruń w 1997 roku, gdy wielka powód? zniszczyła miasto. Graliśmy dzień po największej nawale wody. Elementy płonące nasiąknięte olejem owijaliśmy folią spożywczą, by nie zamokły. Część honorariów ze spektaklu przekazaliśmy na pomoc dla powodzian.

Jakich łatwopalnych płynów używa Kwieciński w spektaklach plenerowych? Czy jest jaka? specjalna mikstura?
- Używam zwyczajnego oleju opałowego. Żadnego napalmu nie ma - śmieje się Kwieciński, ale zaraz dodaje: - Sięgam też po specyficzne żele, używane przez kaskaderów. Można nimi posmarować ubranie lub płaszczyznę stołu i gdy taki żel płonie, nie niszczy podłoża. Jednak te mieszanki, które kupuje się w sklepie, nie są na tyle efektywne i sprawne, jak można by tego sobie życzyć. Należy je trochę "uszlachetnić".


Oferta TOiP

Nasza propozycja:
spektakle plenerowe


Zapraszamy do zapoznania się z naszą ofertą repertuarową, przeznaczoną do wystawiania w plenerze. Miejscem takiego wydarzenia może być ulica, plac miejski, park, boisko - każda z przestrzeni na otwartym powietrzu, którą my zaczarujemy ogniem..
 
(149kB) więcej >>

Nasza propozycja:
spektakle studyjne


W naszym repertuarze mamy również przedstawienia, które mogą być wystawiane w kameralnych salach, małych teatrach, na niewielkich scenach. Niektóre z nich mieszczą się w przestrzeni małej stolikowej klatki, a akcja innych rozgrywa się w przestrzeni klatki niewiele większej od aktorów. Wszystkie spektakle są bezpieczne dla widzów i pomieszczeń, w których się rozgrywają...
 
(2492kB) więcej >>



(36kB)